Polecane

Obecny biznes

W dzisiejszym biznesie coraz większe znaczenie mają elementy socjotechniczne wykorzystywane na każdym kroku. Skoro nawet sklepy sieciowe wykorzystują na sali różne sposoby zachęcania do zakupów wyniesione prosto z kursów manipulowania odbiorcą, to w biznesie odnoszenie wielkich sukcesów inwestorskich i pozyskiwanie nowych kontrahentów wymaga wyjątkowych zdolności manipulacyjnych. Ci, którzy doskonale wiedzą jak wpływać na innych, by chcieli robić to, na co nawet nie mają normalnie ochoty, zdają sobie sprawę z tego, że kluczowy w większości przypadków okazuje się być wygląd człowieka, a nie to co ma do powiedzenia. W warunkach biznesowych czy negocjacjach politycznych ostatecznie zawsze może dojść do impasu, za którym nawet najpiękniejsza asystentka i wyjątkowo luksusowo ubrany prezes nie będą w stanie zrobić ustępstw i rozmowy zostaną całkowicie przerwane. Niemniej jednak na najwyższym szczeblu spotkania zawsze obfitują w ludzi ubranych modnie, kosztownie, których kreacje na pierwszy rzut oka robią wrażenie.

Polecane

Promowanie wizerunku

Promowanie wizerunku osób publicznych jest niemal wyłącznie uzależnione od umiejętności marketingowych agenta czy menadżera. Praktycznie każdy człowiek pojawiający się w miarę regularnie w mediach musi posiadać własnego agenta, który wykonuje wszystkie kluczowe zadania związane z organizacją spotkań, ustalaniem kosztów kolejnych zleceń, dopracowywaniem szczegółów kontraktów. Ale coraz częściej ludzie ci bardzo intensywnie zajmują się także z doradzaniem w kwestii stylu. Oczywiście sposób wyrażania się, wypowiadane zdania, opinie, podejście do dziennikarzy – wszystko to ma znaczenie dla ostatecznego wizerunku w oczach opinii publicznej. Bez wątpienia jednak dużo częściej można zapunktować u sporej grupy odbiorców dokładając wyjątkowych starań do stworzenia własnego bardzo eleganckiego stylu. W przypadku muzyków czy artystów dopuszczalna jest ekstrawagancja w uczesaniu, makijażu a nawet słownictwie. Przedstawiciele elit biznesowych i politycznych muszą natomiast łączyć modę z roboczą elegancją.

TEORIA POCHODZENIA

Teorię normandzkiego pochodzenia szlachty polskiej rzucił Szajnocha na romantyczne tło: wspaniałego obrazu północno- lechickiego „towarzystwa” rycerskiego. Pogańsko-wojenne ży­cie Północy mieniło się wszystkimi barwami romantycznego prymitywu. Książka Szajnochy przyniosła rzadkiej piękności wizję północnego średniowiecza. Słowo „wizja” jest tutaj jak najbardziej na miejscu. Przytoczyłam już literackie powody takiego nazwania. A oto opinia historyka: „Teoria normańska Szajnochy jest prawdziwym arcydziełem literackim pod wzglę­dem nagromadzenia szczegółów, wyszukania podobieństw, a szczególnie pod względem dialektyki. Dowody są olśniewają­ce; widać, że Szajnocha był w stanie dowieść wszystkiego, czego by zapragnął. Prócz tego, książkę pełną gruntownej eru­dycji napisał stylem tak przyjemnym, że się czyta jak po­wieść. Dzieło to zasługuje na krytyczną odpowiedź; byłaby to wyborna wprawa ścisłości dla historiografii polskiej. Ale patrząc bliżej na logiczny układ dowodów nie można się nadzi­wić dowolności bez granic i fantazji bez hamulca.”. 

ZASOBY WYOBRAŹNI

Tam, gdzie Szajnosze brakowało dowodów, a zdarzało mu się to dość często, umiał uruchomić zasoby wyobraźni, wspie­rając się pomocą literackich i instytucjonalnych tworów „imaginacji północnej”. W ten sposób poetycko odtworzył rozmaite wydarzenia z przeszłości. Oto np. geneza towarzystw północ­nych: „spotykał się w śnieżnych pustkowiach samotny rycerz z rycerzem, i podawał jeden drugiemu rękę do zawarcia bra­terstwa” (24). Albo takie obrazowe określenie: „była Skandy­nawia w istocie jakoby jedną wielką bramą rojów rycerskich, z której raz po raz w różnych kierunkach świata wypadają zbrojne tłuszcze zdobywców” (66—67). Albo też wyobrażenia Szajnochy o życiu rodzinnym i społecznym normańskich arcy- -piratów: „Tylko jeden z braci z tą albo ową siostrą pozosta­wał na zagrodzie ubogiej — stary ojciec, spoczywający po tru­dach korsarz, a syt wypoczynku i zgrzybiałości, rzucał się z «rodowego przylądku* w morze — matka szła dobrowolną śmiercią za ojcem, wygnana zaś drużyna plądrowała tymcza­sem po dalekim gdzieś świecie. Dopiero pod wieczór kilkumie­sięcznego dnia polarnego, ze ściętym mrozami morzem, stawały zgraje korsarskie znowuż u domowych niekiedy progów, za­grzać się przy ognisku zimowym” (285—286). Widać tu bardzo wyraźnie, z jakim rozmachem budował Szajnocha „jednostki fabularne” swej historycznej narracji i jak — romantycznej proweniencji — zachwyt dla pierwotności dodawał kolorytu dosadnym malowidłom barbarzyńskich wielkoludów.

DUMA NARODOWA

Szajnocha postanowił dostarczyć dowodów przypuszczeniom Czackiego. Wedle niego „lachy” — „Lachowie” to północnonormańskie towarzystwa rycerskie, które zniewoliły Słowian i założyły państwo polskie, „nasze lechickie księstwo nad Wartą” (108). Zniewoleni Słowianie (stąd wywodzi się Slavus — sclavus) nienawidzili swoich zaborców. I oto próba zmiany baśni w hi­storię: „Za czasów ostatniego Popiela doszła ta nienawiść do najwyższego stopnia i dopomogła niemało do zgubnej Lechitom katastrofy, prowadzącej za sobą upadek władzy Lachów normańskich, a wzniesienie się słowiańskiej dynastii Piastów” (150—151). Rzecz zrozumiała, że Szajnocha podobnie spójnie i konsekwentnie poobjaśniał legendy Kraka i Wandy.Podkreślał zresztą w swym dziele, że polska duma narodo­wa nie może cierpieć z powodu przydanych niespodziewanie polskiemu pochodzeniu koneksji normańsko-lechickich. Nor­manów — śladem innych historiografów romantycznych — cenił bardzo wysoko i przypisywał im liczne zalety, zwłaszcza niebywałego wojennego heroizmu. Pisał nawet i tak: „Owe średniowieczne zwyczaje dalekich wypraw wojennych, dale­kich wędrówek religijnych, coraz tłumniejszych pielgrzymek zbrojnych, krucjat do Ziemi św., szwalerii błędnej, nawet wie­le urządzeń feudalnych — wszystko to upowszechniło się w Europie głównie za wpływem Normanów” (71). W ten sposób okazywało się, że przodkowie Polaków właściwie stworzyli średniowiecze. O niczym innym nie marzyli nasi romantycy!

ROMANTYCZNE DĄŻENIA

Romantyczne dą­żenie do wniknięcia w autentyczny koloryt lokalny kazało od­rzucać pokusy zbyt już natrętnej modernizacji, a odtworzenie wewnętrznego życia epoki wymagało romantycznej wrażliwo­ści. Właśnie „trzecim okiem” — okiem imaginacji i czucia usi­łował Szajnocha przeniknąć zagadkę przeszłości polskiej i dać na nią odpowiedź.Zagadka ta zresztą również miała romantyczny charakter — w tym sensie, że uświadomili ją przede wszystkim romantycz­ni historiografowie i poeci (m.in. Słowacki w Lilii Wenedzie pod wpływem drukowanych Pierwotnych dziejów Polski F.H. Lewestama z r. 1841). Chodziło o osobliwą jakby „dwu- plemienność” narodu polskiego, składającego się z tak wyraź­nie od siebie odgraniczonych warstw — szlachty i ludu. Pod wpływem modnych w romantyzmie teorii najazdu i podboju postawiono hipotezę, że owa „dwuszczepowość” wynikła z fak­tu, iż jacyś obcy (szlachta) podbili słowiańską ludność miejsco­wą (lud) i dopiero po dłuższym czasie doszło do połączenia tych warstw w jeden naród. Lewestam „obcych” upatrywał w Celtach, Szajnocha — podobnie jak kiedyś Mochnacki — zawierzył Czackiemu, który zwrócił się w „stronę północną” i utrzymywał, „iż ledwie nie wszystkie prawa i urządzenia na­sze przyszły nam z północy skandynawskiej” (4).

TWÓRCY ŚREDNIOWIECZA

Upadek powstania zmienił literaturę i na inną płaszczyznę przeniósł spory estetyczne. Była już mowa o tym, do jakich celów zużytkował np. Mickiewicz wizję średniowiecza w okre­sie mesjanizmu. Ale w tym momencie rozważań coś innego wydaje mi się najbardziej interesujące. Otóż projekt Moch­nackiego z r. 1825 (zarzucony zresztą szybko przez autora) zy­skał jednak doskonałe spełnienie historiozoficzne i literackie. Energia romantyzmu polskiego skierowana ku średniowiecz­nej Północy bynajmniej się nie wyczerpała. U schyłku epoki, bo w r. 1858, ukazało się dzieło Karola Szajnochy pt. Lechicki początek Polski. Powstało ono z natchnienia historiografii ro­mantycznej; wystarczy przypomnieć, że Szajnocha wzorował się na pisarstwie historycznym Micheleta i Thierry’ego (Hi- stoire de la conąuete de l’Angleterre par les Normands). Ale również literatura była dla niego bezpośrednim źródłem inspi­racji. Nie tylko sam pisywał utwory literackie, lecz i histo­rię chciał po literacku opowiadać.W Lechickim po­czątku Polski charakteryzując w poetycko-wizyjny sposób ży­cie „arcy-piratów”, jak nazwał północnych Normanów, wyznał wprost: „Wszystko razem wydawało stan osobliwszy, okropny, do którego zrozumienia dopomoże prędzej twórcza imaginacja poety niż chłodna dobroduszność największej erudycji, widzą­cej wszystko w świetle chwili obecnej” (285).

MITOLOGIA SKANDYNAWSKA

Jeszcze przed r. 1830 Brodziński zaatakował program Moch­nackiego z 1825 r. Zjadliwie wypominał mitologię skandynaw­ską wśród właściwych źródeł literatury polskiej. „Kiedy nie­mieccy poeci już dawno zarzucili te tak miłe ojców swych bogi, które z czaszek ludzkich krew piją, niechże im dobrzy Słowianie cześć złożą, a ich poeci, niezawodnie oryginalni, tam się natchną szlachetnymi uczuciami rozbójników na morzu i ziemi.”  Oczywiście mitologia skandynawska wydawała się Brodziń­skiemu zbyt okrutna, jak na łagodną, idylliczną naturę Pola­ków.” Z ironiczną odrazą przytaczał przy tym obraz, który zresztą, jak wiadomo, powstał wskutek pomyłki Malleta-tłu- macza — bogów pijących krew z czaszek ludzkich. Roman­tyków szykujących się do „wstrząśnienia” nie tylko literackie­go, lecz politycznego — do powstania narodowego — te okrop­ności bynajmniej nie przerażały.